26 paź 2015

uzewnętrzniam się i dzielę tekstem piosenki dla Tymka...

      Po moim totalnie improwizowanym dziś obiedzie (jeszcze chwila i Masterchef będzie mi fartucha wiązać ;)), chłopcy poszli na jesienny spacer, a ja mam sjestę z kawką i laptopem. Gdy przychodzi taki wyczekany czas, kiedy zostaję "ze sobą sam na sam" (nie licząc Molki, która leży na kanapie przy moich nogach), jest mi nieswojo i nerwowo wyczekuję, aż ktoś (wiadomo kto :)) zakłóci ten "błogi spokój"... Wiem, jestem porąbana. Zamiast się cieszyć i w tym czasie położyć się spać, albo coś poszyć, łapię schizę... Natura nas nieźle wkopała z tymi babskimi ambicjami bycia idealnymi matkami, żonami i kochankami. I choć wiem, że odskocznia jest niezbędna, by nie zwariować, wciąż mam wyrzuty sumienia i ciągle nie potrafię być egoistką jeśli chodzi o moich mężczyzn... A i jeszcze kobietami sukcesu musimy być przecież wszystkie - ja z tym chyba mam największy problem... Bo pozostałe role pochłaniają całą moją energię i cały czas... Ale jest światełko w tunelu, bo na horyzoncie trochę roboty! W sumie napisałam z Bartim i nagrałam w tym miesiącu jeszcze trzy piosenki, więc nie próżnowałam tak do końca, ale dopóki nie skonfrontuję tego ze światem, pewnie będę tkwić w poczuciu stagnacji i bezproduktywności... Na dowód (chyba bardziej dla siebie niż dla kogokolwiek innego ;)), że coś jednak powstaje wśród tych szarych ścian, wklejam tekst piosenki dla Tymka, która powstała jakieś dwa tygodnie temu, gdy mały już spał, a Bartek zaczął grać na gitarze świetny, inspirujący motyw. Robiąc coś w kuchni zaczęłam śpiewać i się napisała świąteczna pieśń z takim oto tekstem dla Tymusia... :)


Świąteczny czas porusza mnie 
Jakoś mocniej, niż do tej pory 
Bo odkąd Ciebie mam, mam dla kogo chcieć 
By lepszy był świat, nie tylko tej nocy... 

Więc życzę Tobie i sobie i wszystkim, których w sercu mam 
By zawsze, na zawsze, życzliwość każdy w sobie miał 
By czuł się kochany i szczerze kochał sam 
Potrafił wybaczać, a z błędów się śmiał 

Nie marzę już o Cudach Świata 
Bo żaden z nich do pięt Ci nie dorasta 
Lecz jest jedna rzecz, za którą wiele bym oddała 
To pewność, że krzywd w życiu nie zaznasz... 

Więc życzę Tobie i sobie i wszystkim, których w sercu mam 
By zawsze, na zawsze, życzliwość każdy w sobie miał 
By czuł się kochany i szczerze kochał sam 
Potrafił wybaczać, a z błędów się śmiał 



13 paź 2015

Głodna grania, przestała sprzątać zabawki...

       Jutro gramy koncert z HooDoo w Schodach Donikąd! :) Cieszę się jak wariatka, bo tak chce mi się grania i sceny... Kilka dni temu byłam w Narodowym Forum Muzyki na koncercie z okazji 10-lcia istnienia orkiestry Adama Sztaby. Siedziałam obok sceny i omal na nią nie wbiegłam. Czułam się przeszczęśliwa, bo grali i śpiewali przepięknie, ale jednocześnie byłam strasznie nieszczęśliwa, bo czułam, że moją naturalną przestrzenią nie jest ta część sali, na której się znajdowałam... A jednak, jak by nie było, dawno nie grałam nic swojego. Zbyt dawno... Bo mi na łeb pada. Mimo, że uwielbiam nasze codzienne rytuały. Zwłaszcza poranki (no, może nie jak Tymek budzi się o 6, ale o tej 7:30 - 8:00 jakoś można się z łóżka zwlec...). Odpalamy Dorę i Butka, zmieniamy pieluchę i piżamkę na dres. Molka wybiega do ogródka załatwić swoje potrzeby, a my już w tym czasie z Tymkiem myjemy zęby w łazience. Wpuszczam Molkę, która wędruje spowrotem do łóżka, pod ciepłą kołdrę. Ja już wlewam do kieliszka ciepłą wodę z miodem i cytryną. Piję duszkiem i na kanapie siadam już z kawusią. Tymek spaceruje ze swoim Dino Palladino (Dinozaur nazwany od imienia i nazwiska basisty - Pino Palladino :)) pomiędzy zabawkami, które jakiś miesiąc temu wreszcie przestałam co wieczór sprzątać z podłogi, wykonując syzyfową pracę... O 8:00 kaszka, o 9 spacer. Zaczęliśmy się ubierać jak eskimosi, ale muszę się pochwalić, że dzięki mojemu szyciu, jesteśmy przygotowani nawet na zimę tej jesieni :)
Później już bywa różnie, w zależności od tego czy jest Bartek, czy mamy jakieś nagrania (dopracowaliśmy płytę, a tu nam się nowe pieśni piszą i nagrywamy jak szaleni :)) czy inną robotę. Ale ostatnio Bart nadal ciągle gdzieś gra, a my z Tymkiem sami rządzimy na chacie. Ale przynajmniej staram się rozwijać jako mama, szyję sobie gdy mam chwilę i dużo czasu poświęca Tymkowi, który tak niesamowicie się zmienia i pięknie rozwija... :) To bez wątpienia mój ulubiony człowiek na tej planecie...
Dobranoc...
:)


A tu piosenka na dobranoc - Riffertone :)

26 wrz 2015

Sąsiad "Lewandowski"



       Nie pamiętam kiedy miałam tak porąbany dzień. Tymek śpi już od prawie 2h, a ze mnie zszedł cały stres gdy go kładłam do snu - o tak, mój maleńki mężczyzna działa lepiej niż hektolitry melisy :) Ale wierzcie mi, że dziś dosłownie wyglądałam jak te matki ze śmiesznych ilustracji, które jedną ręką trzymają niemowlę i psa na smyczy (tak, to nadal ta sama ręka), drugą ściągają garnek z pieca, z którego wylewa się barszcz (zaraz będą go zmywać z mebli i z podłogi i spierać z ciuchów swoich i dziecia), ramieniem trzymają telefon, a nogą otwierają szafkę, bo... bo coś tam. Zabrakło mi weny. Ale wiadomo o co chodzi. 
Zaczęło się od tego, że jakiś palant zajechał mi rano drogę. Z lewego pasa zjeżdżał na mój, bez kierunkowskazu. Serce miałam w gardle. Później było miło, bo zjadłyśmy z koleżanką śniadanie w Charlotte i kupiłam sobie coś ładnego z pięknej koronki. Ale po powrocie do domu, gdy wreszcie Tymulek zasnął (miałam czas, by pomóc koleżance przygotowywać ciacho i trufle daktylowe na jej jutrzejsze przyjęcie urodzinowe) i spał w wózeczku w ogródku, przy jego twarzy wylądowała piłka. WTF? Sąsiedzi grali w nogę w swoim ogrodzie, a bramkę ustawili tak, że piłki, które nie wpadają do niej, lecą do nas. Niestety, moim sąsiadem nie jest Lewandowski, a piłka zamiast do bramki poleciała do wózka z moim dzieckiem... Mały nawet się nie obudził, choć nie wiem jakim cudem, bo to była piłka do nogi, która spory kawałek musiała przelecieć, żeby wylądować w jego wózku. Natomiast sąsiad nawet nie przeprosił... Wydusił z siebie jedynie - "naprawdę?" A ja serce w gardle, czy Tymkowi nic się nie stało i jak to w ogóle możliwe, że ta piłka wpadła do wózka??!
Poza tym, Tymek ma fazę okazywania mi miłości poprzez gryzienie, ciągnięcie za włosy i wbijanie pazurków/szczypanie. Jeśli ten poziom subtelności wobec kobiet mu pozostanie, to już współczuję przyszłej jego partnerce... No, chyba, że znajdzie sobie jakąś sadomasochistkę, którą to będzie kręcić :P A najlepsze jest to, że gdy usiłuję zachować poważną minę i mu tłumaczę, że sprawia mi ból gdy tak robi, on zanosi się ze śmiechu... No i ręce opadają i sama się z siebie śmieję, taka pogryziona i obsrana (bo to dzisiejsza kropka nad i), siedząca na tej podłodze pełnej klocków, miseczek, balonów, które dogorywają jeszcze od Tymkowych urodzin... A! I jeszcze złapałam go dziś spadającego z łóżka, a wcześniej wylał na siebie całą wodę z miseczki Molly. 
A ja go i tak tak bardzo kocham... 
Bartek, wracaj już do domu... 

23 wrz 2015

JA-NOSZę, bo nazwisko zobowiązuje!

      O mały włos nie popełniłam kuchennego harakiri. Ostry nóż i tępa właścicielka (szkoda, że nie na odwrót) zaowocowały wbiciem ostrza noża między kciuk a palec wskazujący. Więc niedzielny poranek spędziłam na pogotowiu, na którym omal nie zemdlałam w trakcie szycia rany. Ale później dzień był już przyjemny, bo celebrowaliśmy w gronie rodzinnym roczek naszego Tymka :) Teraz typowe zdanie, bez którego nie może się obejść - jak ten czas zapierdziela! A mój syn już taki duży! :) Niesamowite, jak dużo szczęścia może nam dać inny człowiek, bez specjalnego starania się o to, by nas uszczęśliwiać...
To był wyjątkowy rok. Momentami bardzo trudny i stresujący, ale też obfitujący w tyle radości i wzruszeń, że chyba w ciągu całego swojego życia nie doświadczyłam ich tak wiele. Co wieczór dziękuję Tymkowi, że mogę być jego mamą. Nieidealną, ale bardzo starającą się, bez wątpienia najlepszą jaką ma ;)



      Co do mojej pasjoroboty, to nagrywamy ostatnią piosenką na nową płytę. Długo to trwało, ale wreszcie będzie kompletna i gotowa do wydania. Mam nadzieję, że na początku przyszłego roku będzie w sklepach i będziecie mogli słuchać tych moich pieśni życia :) Ciągnie się to w nieskończoność mam wrażenie, ale Tymek musiał mieć pierwszeństwo w wyjściu na świat, nie było innej opcji :P 
Łaknę koncertów jak alkoholik na odwyku łaknie procentowej flaszki. Zazdroszczę Bartkowi, który więcej dni spędza na scenie niż poza nią. Choć nie wyobrażam sobie teraz tak podróżować i nie być przy Tymku. Wpadać czasem do domu na 2-3h i znów pakować się do busa, żeby jechać np. do Rzeszowa, a stamtąd do Szczecina. Wtedy nasze kp padłoby na pysk, a i serce by mi pękało po trochu, aż kiedyś zostałyby po mnie szczątki, bo rozpadłabym się na drobne z tej tęsknoty i wyrzutów sumienia. Podziwiam kobiety, które po pół roku macierzyńskiego wracają do pracy i zostawiają pod czyjąś opieką swoje dzieci. Wiem, często nie mają zbytniego wyboru. Mi się udaje zabierać gdzieś tymka ze sobą od czasu do czasu jak mam "robotę w terenie", albo instytucje babć nas ratują. Dobrze być swoim szefem :P 
Ale wracając do tematu, ja jak narazie pozostaję przy jeżdżeniu wózkiem albo przy noszeniu się! O! Bo to nasze nowe odkrycie :) Oboje z Tymkiem zakochaliśmy się w Tuli. Jeśli komukolwiek kiedykolwiek będę mogła doradzić jakieś nosidło, to tylko tego typu - ergonomiczne, naturalnie dopasowujące się do krzywizn dziecka, a którym maluch ma szeroko nóżki, a nie wisi jak w nosidłach-wisiadłach. Ktoś pięknie napisał na jednym z forów przy temacie nosideł, a'propos tych nieergonomicznych wisiadeł, że jeśli ktoś chce wsadzić do tego dziecko, to niech najpierw założy sobie podpaskę i za majty podniesie się w górę. I niech sobie tak wisi... Tak się czują dzieci w beznadziejnych, nieprzystosowanych do zdrowego noszenia wisiadłach. Dość obrazowo, co? ;)
A ja się wczuwam jak zwykle w kolejny dzieciowy temat, jak na matkę wariatkę przystało. Ale znowu zbieg okoliczności nastąpił, który odbieram jako wskazówkę, bo gdy zamówiłam nosidło, odezwała się do mnie znajoma, z zaproszeniem nas do akcji #nicminiewisi i do wzięcia udziału w projekcie Portret Chustowy. Więc w najbliższy pon. 28.09 o 17:30 będziemy się nosić na Pergoli we WrocLove :) Wpadajcie mamuśki i tatusiowie noszący lub chcący prawidłowo nosić swoje dzieci :) 
A my się nosimy tak :) 



      

10 wrz 2015

JANOSZeDRES czyli wkręcona w szycie


Do kupna maszyny do szycia zbierałam się rok... Sama nie wiedziałam jaką maszynę kupić i czy podołam, czy to ma sens. Na szczęście wyręczył mnie mąż i na trzydzieste urodziny sprezentował mi cudną maszynę do szycia. Ale dał mi dużo więcej niż narzędzie do ręki (jakkolwiek to brzmi ;)) Dostałam narzędzie do tworzenia dla moich bliskich, do eksperymentowania, odskocznię od codzienności młodej mamy, do kreacji czegoś jedynego, niepowtarzanego, z miłością i ogromną satysfakcją, gdy już coś powstanie i komuś się podoba :) Nie sądziłam, że będąc laikiem, można dzięki tutorialom jakie są w sieci i radom kilku zdolnych koleżanek tak szybko zacząć sobie radzić z szyciem. A jeśli ja potrafię, to i Ty. Więc jeśli też zastanawiasz się nad kupnem maszyny do szycia, to wiesz... 
Obyś miała blisko do trzydziestki i męża ;) 


Zestaw Mom&Son - z którego Tymek zdążył wyrosnąć w 1,5 miesiąca...

więc uszyłam mu kolejny dresik :)

Tunika z serii Najwygodniejsze Ever  

 i mój dres JANOSZeDRES ;) 

A tutaj popełnione worki na kapcie dla pewnych zaznajomionych ze mną młodych mężczyzn, którzy poszli do przedszkola. Każdy z nich został zaopatrzony w sznurki oczywiście, ale nie zdążyłam cyknąć fotek. 



 Ten ostatni pt. Mów Mi Złociutka jest mój :P 

A cudnych lisków uszyłam moje ulubione gatki dla Tymka


i do kompletu dla mnie sukienka (fajnie wygląda też z paskiem, a jak ukradnie mi ją moja siostra, to pewnie tak ją będzie nosić... :))

Bluzosukienka jeszcze taka powstała pewnej bezsennej nocy, zainspirowana... 

wcześniej uszytą bluzą dla mężunia mego :) 

 A to prezent dla pewnej Pani Ani, która ma urodziny niebawem i która być może to teraz czyta i już wie co dostanie... ups :)

 Obszyłam też Amy, moją siostrzenicę, ale zdążyłam cyknąć tylko jedną spódniczkę. Nadrobię to z pewnością, bo jest jeszcze cały komplet w łezki :)


27 maj 2015

Dziś wpis dla mam, o sprawach maminych...

      Weekend spędziłam słuchając śpiewających dzieci, bo byłam jurorem na festiwalu Budzik we Wrocławiu. Najzabawniejsze jest to, że byłam przekonana, że po 6h słuchania piosenek dziecięcych, wrócę do domu padnięta z obolała głową i dźwiękowstrętem - bo to dużo na raz. A wróciłam wypoczęta i stęskniona za moim małym bomblem :) O Matko, jednak "urlopy" od dzieci, które kochamy najbardziej na świecie, są bardzo wskazane! Zajęcie się czymkolwiek, bez poczucia odpowiedzialności za nasze niemowlę, które w tym czasie "ogarnia" ktoś inny - bezcenne! Polecam wszystkim mamom! Sama muszę na stałę wpisać w swój kalendarz czas dla siebie... Na swoją pracę i na swoje przyjemności... a co! :)

A'propos mam - przedwczoraj byłam w Poznaniu na konferencji karmie swobodnie. Poznałam moje idolki jeśli chodzi o świadome macierzyństwo. A oto i One :)



Doula Julita
Ala'Antkowe BLW
Karmiące Cyce na Ulice
Hafija.pl
koszulove.com
Matecznik & Karm, Mamo - projekt społeczny


Te kobiety nie tylko są mądrymi mamami dla swoich dzieci, ale również pomagają innym mamom, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem. Wypełniają ważną misję i odwalają kawał roboty, którą powinno się doceniać. Jak masz czas droga czytelniczko, prześledź ich www, bo warto.
W zakresie laktacji i karmienia niemowląt i dzieci, te dziewczyny wiedzą więcej niż wielu pediatrów... No więc wróciłam z Poznania naładowana pozytywną energią i zapalona do tego, by promować jak tylko mogę karmienie piersią i uświadamiać młode mamy, jak ważne to i cenne. No i co?  Wracam z takiej konferencji, a koleżanka spotkana na ulicy mówi mi, że jej lekarz (jeden z najbardziej poważanych, cenionych pediatrów we Wrocławiu) na spadek wagi jej 9-cio miesięcznego synka, każe jej odstawić nocne karmienia i zwiększyć ilość posiłków stałych. Szlag mnie trafia! Nie jestem specjalistą (do tych odsyłam pod powyższe adresy), ale wiem, że najbardziej kaloryczne i wartościowe jest mleko mamy. Co prawda, trawi się szybciej, więc dzieci karmione piersią częściej budzą się w nocy (choć to są etapy, które ponoć mijają), ale nie jest prawdą, że dziecko kilkumiesięczne MUSI już przesypiać 10h i że zwiększenie pokarmów stałych będzie najlepsze dla jego zdrowia i wzrostu. Bo NAJLEPSZE dla niemowląt (co udowodnione naukowo, więc nikt o zdrowych zmysłach nie odważy się z tym dyskutować) jest mleko mamy! I to nie tylko przez pierwsze 3 czy 6 miesięcy - bo mit o bezwartościowości kobiecego mleka po 6-tym miesięcy niestety wciąż żywy... Ale tak długo, jak mama i dziecko czują, że chcą kontynuować kp. Nie ma ani jednych wyników badań, które mówiłyby, że zbyt długie karmienie wpływa negatywnie na emocjonalność dzieci. To bzdury wyssane z palca, że długo karmiące matki są nadopiekuńcze, albo że dzieci długo karmione nie są samodzielne itp. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
Mamy właśnie Tydzień Karmienia Piersią. W wielu miastach odbywają się różne wykłady i warsztaty, spotkania z duolami i położnymi laktacyjnymi. Wierzę, że ich wiedza i mądrość dotrze do młodych i przyszłych mam na dużą skalę i że dzięki rozszerzaniu swojej wiedzy na temat wspaniałości mleka kobiecego, zdecydują się one na dłuższe niż 6-tygodniowe karmienie swoich maluszków. Czemu piszę, że 6-tygodniowe? Bo wg badań przeprowadzonych przez Femaltikera, po 6 tygodniu tylko około 40% kobiet wciąż karmi swoje dzieci. Choć sporo ponad 90% kobiet opuszczających szpitale deklaruje, że chcą karmić dużo dłużej. To daje do myślenia, co jest nie tak... Czy brak wsparcia? Czy brak wiedzy? Czy "wygoda"? Piszę to w cudzysłowiu, bo dla mnie zdecydowanie wygodniejsze niż szorowanie i wyparzanie butelek i laktatora jest wyciągnięcie i schowanie piersi. Nie wiem. Ale wiem, że każda decyzja o odstawieniu dziecka od piersi powinna być świadomą decyzją, opartą o rzetelną wiedzę, a nie mity powtarzane przez niedokształconych ludzi czy propagandę, jaką tworzą wielkie koncerny, promujące mleko modyfikowane, na sprzedaży którego zarabiają krocie...



     Na koniec pochwalę się jeszcze, że jako nieformalna, samozwańcza promotorka karmienia piersią, swój pierwszy wielki sukces już mam na koncie ;) Moja koleżanka podziękowała mi wczoraj za to, że dzięki mnie wciąż karmi. Ja uważam, że to oczywiście jej zasługa, ale bardzo się cieszę, że zadzwoniłam do niej w idealnej chwili, gdy już zaczynała podawać swojemu maleństwu mm, bo miała problemy z piersią i mały nie dojadał. Jeśli Zu zgodzi się, to w następnym poście dedykowanym dzieciowo-babskim sprawom, opowiem Wam, jak to było... Ale Zu jest moją bohaterką, która udowadnia, że można karmić w zasadzie jedną piersią... Ogromny szacunek! :)

Ps. Uprzedzając falę hejtu, już wolę zaznaczyć, że moja fascynacja mlekiem kobiecym i chęć promowania tego naturalnego sposobu karmienia dzieci nie ma nic wspólnego z dezaprobatą wobec mam, które karmić nie mogą lub nie chcą. Każda z nas ma święte prawo decydowania o tym czy i jak długo karmi. I ja to prawo szanuję. Ale sama wiem, jak ciężko bywa "po drodze" i jak często zbyt łatwo i zbyt szybko się poddajemy. Wiem też ile mitów i pierdół mamy w świadomości, a jaka jest prawda na temat składu i niemożliwych do odtworzenia w jakimkolwiek innym produkcie składu kobiecego mleka. Chcę po prostu dzielić się swoimi odkryciami z tymi, którzy chcą tego słuchać, bo głęboko wierzę w moc natury i w to, jak ważne dla przyszłego zdrowia dzieci jest ich start żywieniowy. Amen.





12 maj 2015

#karmieswobodnie

      Są momenty, kiedy przypadków jest tak wiele, że przestaję sądzić, że to przypadki, a zaczynam podejrzewać, że to ewidentne drogowskazy, wg których powinnam podążać, by zrealizować jakiś plan, którego wypełnienie jest mi pisane. Takim właśnie "zaplanowanym przypadkiem" było dla mnie spotkanie Ani z http://www.koszulove.com i jej zaproszenie mnie do wzięcia udziału w akcji #karmieswobodnie. Ponieważ sama jestem zafascynowana odkrywaniem tego, jaką posiadam "supermoc" w postaci mleka (im więcej o tym czytam, tym bardziej się cieszę, że mogę karmić syna), czuję, że chcę się tą wiedzą dzielić z innymi. Z radością więc przyłączamy się do #karmieswobodnie - i ja i Tymek! :) 


W ramach akcji ja i wiele innych mam karmiących będziemy zachęcały do zrobienia sobie "brelfie" podczas karmienia poza domem i otagowania (na facebooku i/lub na instagramie) #karmieswobodnie. Pokażmy, że kp jest naturalne,dobre i piękne i że afirmujemy je jako element aktywnego stylu życia, jaki dziś młode mamy prowadzą.
25 maja w Poznaniu odbędzie się konferencja z największymi autorytetami w dziedzinie karmienia piersią: Agatą Aleksandrowicz - Hafija.pl, Joanną Anger - alaantkoweblw.pl, Julitą Hypki z La Leche League i Hanią Krawsz, założycielką grupy Karmiące Cyce na Ulice. Spotkanie to będzie inauguracją rozpoczynającego się wtedy Togodnia Karmienia Piersią, a ja z ręką na piersi, z dumą wezmę w nim udział. Tym bardziej, że będę miała okazję spotkać tam blogerki, które przez ostatnie miesiące stały się dla mnie autorytetami w kwestii żywienia niemowląt, jak np. Hafija czy Asia Anger z alaantkoweblw.pl.
Naszym celem jest dodać pewności młodym mamom i odwagi by karmić w przestrzeni publicznej. Jest to bardzo ważne, ponieważ z powodu braku wsparcia na początkowym etapie karmienia piersią oraz obaw przed dezaprobatą otoczenia, wiele kobiet w ogóle rezygnuje lub szybciej rezygnuje z karmienia piersią. A nie ma wspanialszego prezentu na start, obok poczucia bliskości, czułości i bezpieczeństwa, jaki mama może dać swojemu maleństwu, niż matczyne mleko, będące źródłem niewyczerpanych dobrodziejstw dla jego zdrowia.
Już wiadomo z całą pewnością, że w mleku mamy, przez cały okres karmienia (a nie tylko przez pierwsze pół roku, jak to niektórzy bezwiednie wciąż powtarzają) są zawarte żywe komórki macierzyste. Że w tym mleku znajduje się HAMLET - składnik, który zabija komórki nowotworowe i który jest największą nadzieją na walkę z nowotworami. Dzieci karmione piersią są zdrowsze lub szybciej dochodzą do zdrowia, a u wcześniaków karmionym mlekiem mamy nie występuje martwicze zapalenie jelit i wiele innych schorzeń, które swój początek mają w układzie pokarmowym. Nawet najlepsze mleko modyfikowane nie zastąpi w 100% mleka mamy, bo chociażby przyswajalność cennych składników jakie są w nim zawarte jest o wiele lepsza, nie mówiąc już o przeciwciałach odpowiedzialnych za odporność etc.
Mamy modę na zdrowy tryb życia, na slow food oraz aktywność fizyczną. Wydajemy krocie na certyfikowane produkty ekologiczne czy naturalne kosmetyki, bo wiemy już, jak ważne jest zdrowe odżywianie i ograniaczanie chemii w naszym codziennym życiu. Tym bardziej wierzę, że jesteśmy w stanie wykreować modę na karmienie piersią. Nie chodzi o epatowanie biustem, ale o to, bo uświadomić ludziom, jak ważne i cenne jest karmienie piersią. I że nie ma to bynajmniej związku z seksualnością, a służy jedynie dobru dziecka (i matki, dla której kp jest profilaktyką przeciwko rakowi piersi). Musimy mieć świadomość, że dezaprobata społeczna przyczynia się do tego, że kobiety krępując się i obawiając wytykania palcami lub kąśliwych uwag (o wypraszaniu z marketów już nie wspominając), albo karmią dzieci wcześniej odciągniętym mlekiem z butelki - co jest po prostu absurdem, albo pozostają w domach, zamiast aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym.
Ja sama nigdy nie zapomnę "pierwszego razu", gdy Tymek miał niespełna miesiąc i spotkałam się na Wrocławskim Rynku z moją przyjaciółką. Kiedy mały zgłodniał, powiedziałam Pat, że muszę się gdzieś schować, żeby nakarmić małego. Do głowy przychodziła mi tylko toaleta, bo w miejscu gdzie usiadłyśmy, nie było specjalnego pomieszczenia dla rodziców z dziećmi. Pat kazała mi się stuknąć w głowę, osłonić się pieluchą i nie ruszając się z miejsca, nakarmić moje maleństwo. Od tamtej pory karmię Tymka wszędzie i nie mam z tym problemu. Oczywiście, że sama sobie nie życzę, aby obcy ludzie oglądali moje piersi. Temu zawsze okrywamy nas pieluszką. Ale karmienie syna przestałam traktować w kategorii jakiegoś "wykroczenia" czy naruszania przestrzeni innych ludzi, ale jako naturalną i konieczną czynność, służącą dobru mojego maluszka. Już dziś wiele osób pyta mnie jak długo zamierzam karmić moje dziecko. Odpowiadam - mam nadzieję, że jak najdłużej. Bo wiem, że daję mu w ten sposób to co najlepsze :)