12.08.2016

Ostatnia Strona "MADAME"

       Znowu jestem "Ostatnią Stroną MADAME", więc ponownie polecam Wam sięgnąć po ten pięknie wydany magazyn dla kobiet, którym się chce... :) Nowym numer porusza temat hipokryzji, a wygląda tak:



        Są w życiu momenty stagnacji, gdy bezpiecznej, w miarę przewidywalnej, wygodnej bardziej lub mniej rzeczywistości sobie po prostu trwamy. Są też takie, gdy czujemy, że wszystko się kotłuje i ustanawia na nowo. W tej chwili tego doświadczam. Znajomy grunt staje się niepewny i nieprzewidywalny. Część odpowiedzialności za takie odczuwanie przypisuję hormonom - w końcu po 22 miesiącach karmienia Tymka piersią, zakończyliśmy naszą drogę mleczną. Moje ciało jest jeszcze zdezorientowane, a i mózg obrywa. Ale cieszę się, że Tymek prędko pogodził się z zakończeniem swojej drogi mlecznej, a ja wytrwałam z nim i przy nim, tuląc go, tłumacząc i rozładowując jego emocje, jak tylko potrafiłam. Jestem dumna, że go w tym "odstawianiu od piersi" nie porzuciłam. Bałam się tego jak cholera, ale moje dziecko znów okazało się być mądrzejsze niż matka....
Przez prawie dwa lata czułam się częścią tajemnego kręgu, jaki tworzą kobiety karmiące piersią.... (tu następuje zamknięcie laptopa.... i ponowne otworzenie go kilka dni później). Nagle wypadłam z niego, wlatując prosto do jakiegoś kotła, w którym warzą się skrajne emocje obcych mi ludzi. Nie wiem jak to się dzieje, że od kilku dni bardziej niż kiedykolwiek, atakuje mnie zewsząd zła energia. Na poczcie niczego nie udaje się załatwić, a Pani z okienka zabija mnie wzrokiem. W przychodni też problemy z komunikacją, a ktoś inny patrzy na mnie jak na kosmitę. Na spacerze z Tymkiem jakiś młody kierowca wariat omal nas nie rozjeżdża itd. Za dużo tego na raz! Czuję w środku ucisk i niezgodę na to, żeby tę niechęć, nieufność i nienawiść przechwytywać i żywić swoimi nerwami. Wiem, że gdy skupiam się na jakiejś negatywnej sprawie, przyciągam kolejne złe wydarzenia i emocje. Widocznie tak działa kosmos. Ale niech to się już skończy, bo wystarczy jeszcze moment, a znienawidzę ludzi i ucieknę w dzicz... Zresztą sercem i myślami wciąż jestem jeszcze w Górach Sowich, gdzie spędziłam ostatnio weekend z moją przyjaciółką. Cudownie tam... Las skrywający tajemnicze góry, jezioro, delikatny wiatr na skórze i ta cisza... Najpiękniejsza i najprawdziwsza pełnia. Ommm...


ja i wiatr 

ja i Pat









27.05.2016

Mrówcza robota...

          Na Dzień Matki przymaszerowała do mnie cała brygada mrówek. Zaczęło się od jednej czy dwóch, które przespacerowały się wzdłuż korytarza, żeby dwa dni później roiło się tu od tego "czarnego sezamu na nóżkach", który popierdziela po naszym białym korytarzu. Sama sobie jestem winna, bo Pańcia wystawiła śmieci przed drzwi zamiast wynieść je do kosza. Wystarczyło pokonać próg i "Welcome Home". Tymek ma frajdę i ćwiczy mówienie "co to?", za to ja mam już schizę, że te mrówki chodzą mi po plecach i nogach. Z wygooglanych domowych sposobów na pozbycie się niechcianych lokatorów, testuję proszek do pieczenia (choć nie wiem, czy aby ten ekologiczny, którym je akurat poczęstowałam nie przypadł im do gustu), cynamon i ocet - ten ostatni zdaje się być póki co najefektywniejszy. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli sięgać po drastyczniejsze metody i niechcianą chemię.
A'propos octu jabłkowego, to również mój nowy kosmetyk :P Koleżanka poleciła mi zmywać makijaż oliwą z oliwek, a później przemywać twarz octem z wodą. Następnie testuję różne kremy z próbek, nie mające w składzie parabenów, PEGów czy SLSów. Nie mam jeszcze swojego faworyta. Ponoć czarne mydło z węglem, jeśli chodzi o czyszczenie twarzy, jest genialne. To chyba kolejny lewel, który osiąga się naturalnym rozpędem, gdy analizuje się skład nie tylko jedzenia, ale również środków czystości i kosmetyków. Strona www.srokao.pl jest mi bardzo pomocna. Kupowałam kilka dni temu krem z filtrami przeciwsłonecznymi dla Tymka. Wybrałam La Roche Posai.

       Zaczęłam ten post pisać wczoraj wieczorem, ale literki mnie przerosły, więc poszłam spać. Poranna walka z mrówkami stoczona, Tymek zjadł kaszkę orkiszowo-owsianą na mleku ryżowym z jabłkiem, cynamonem i rodzynkami. Ja piję kawę. Muszę się zacząć ogarniać, bo za kilka godz. przyjeżdżają moi rodzice z ciocią. Zaraz wyślę chłopców na zakupy, a sama spróbuję dopraowadzić swoje zwłoki do porządku, upiec super szybką tartę z truskawkami, ugotować barszcz ukraiński, przywitać gości gdy już dotrą i pognać na wywiad do Radia Luz, w którym będę opowiadać o płycie i o sobotnim koncercie na Odra River Cup we Wrocławiu. Przez ostatnie dwa dni mieliśmy próby do tego koncertu. Fajnie się gra ten materiał i cieszę się na to koncert na plaży w centrum miasta. W pon. mam natomiast występ z orkiestrą Dziubek Band w CS Impart, a 4-go czerwca (w moje urodziny :)) gram z nimi na Wrocławskim Rynku, z okazji wydarzenia, zatytułowanego Europa Na Widelcu. Jeśli z czymkolwiek Wam po drodze, to zapraszam serdecznie :) Najbardziej oczywiście na sobotni koncert, bo będę grać z moim cudnym zespołem, autorskie piosenki :)

Na zachętę filmik z wczorajszej próby na moim FACE BOOK'u :) Miłego dnia!




13.05.2016

1:1 dla CGM

       Miałam ostatnio przyjemność 1:1 z pewnym ciekawym mężczyzną. Relacja z tego spotkania tutaj CGM - 1:1 Artur Rawicz vs Alicja Janosz ;)

     
       Nie będę się rozpisywać, tylko zaproszę Was do posłuchania o Retronowej :) Miłego dnia! 

06.05.2016

Marcin Prokop w moim zespole :) / W tym roku malin nie będzie...

      Przedwczoraj broiliśmy z Bartkiem Miarką, Kamilem Pełką i Bartkiem Niebieleckim w DDTvn :) Wystąpiliśmy na żywo (nie, nie z półplaybacku, ale na żywo! :)) z moją piosenką "Gdy przychodzi noc". W życiu bym się nie spodziewała, że w moim składzie muzycznym znajdzie się też Marcin Prokop :) A radość moja z tego, że wszystkim w studio DDTvn się bardzo podobało, ogromna!!! :) Jednak radość z tworzenia w domowym zaciszu to jedno, ale szczęście dzielenia się swoją muzyką i poczucie, że ktoś to lubi i docenia - bardzo przyjemne i motywujące do dalszej walki o swoją muzyczną tożsamość :) Dziękuję za to miłe doświadczenie :) No i Tymek opanował studio i znów się okazał sprzedajnym typem i wspaniałym podróżnikiem :) W drodze do Wawy poprzedniego dnia spał jak suseł, a o poranku, mimo, że pierwszy raz to ja musiałam go obudzić, w wyśmienitym jak zwykle humorze buszował po studiu. Dziecko stworzone do podróżowania na koncerty, co tu dużo gadać ;)
A nasz wykon tutaj, jeśli macie ochotę zobaczyć/posłuchać http://dziendobry.tvn.pl/










      Mam czasem wrażenie, że niestety zbytnio nie da się odlecieć ponad powierzchnię Ziemi, albo przynajmniej nie na zbyt długo. Wczoraj dowiedziałam się, że nasz Malinowy Król miał zawał, którego nie przeżył. Kim był Malinowy Król? Panem, którego dom mijałam niemalże codziennie. Który w ubiegłe wakacje nie pozwolił mi przejść z wózkiem obok swojego domu, jeśli nie sprezentował mi przynajmniej jednej kobiałki słodkich malin ze swojego ogródka. Nigdy nie chciał w zamian pieniędzy. Zawsze tylko mówił, że czeka na moją płytę. Wczoraj powiedziałam mojej sąsiadce, że wreszcie mogę się wybrać do Malinowego Króla z nowym krążkiem i że cudownie, że znów jest ciepło i znów będziemy miały, zwłaszcza dla dzieciaków te pyszne, niepryskane chemią maliny, jagody etc. Zasmuciła mnie złą wiadomością... Nie znałam tego Pana zbyt dobrze. Ale przy każdym spotkaniu dostawałam od niego nie tylko maliny, ale też dowód na ludzką życzliwość, bezinteresowność i zwykłą, ludzką sympatię, na którą nie wszystkich dziś stać... Żałuję, że nie zdążyłam podziękować za zeszłoroczne maliny płytą na którą bardzo czekał, a która na szafce z butami czekała, z przeznaczeniem dla Malinowego Króla... :( Refleksja jest tylko jedna - nie odkładajmy niczego na jutro...


30.04.2016

Playlista na dziś :)


      Nie mogę się uwolnić od tej piosenki, Piotra Zioła...  


      Mocno doors'owy, grunge'owy kliat, który mega mi się podoba (jakkolwiek możńa to napisać ;)). Początek przypomina mi czołówkę serialu "Callifornication" i natychmiast mam w głowie hipiserkę, która mnie nęci. Czad! :) I szacun wielki za takie dźwięki i piękne teksty. Katuję na zmianę z Riffertone, Melą i Anitą Lipnicką, jeśli chodzi o polskich wykonawców. Ale poza tym tak w domu ciągle brzmi David Gilmour, Al Green, Marvin Gaye, George Harrison, którego odkrywam na nowo, kompletnie inna, psychodeliczna trochę i wciągająca Aurora, czy folkująca Tina Dicow na zmianę z Jonni Mitchell i Joan Baez. Jeśli kogokolwiek z nich nie znacie, wpisujcie w YouTube albo na Spotify i odkrywajcie, bo to tyle pięknych dźwięków, że sama unieść nie zdołam... ;) 

      A jutro Święto Gitary we WrocLove! :) W ubiegłym roku miałam przyjemność zagrać z moimi chłopakami dwa swoje kawałki. W tym roku będę pod sceną z Tymkiem i jak dam radę technicznie, to również ze swoją gitarą akustyczną :) Ktoś z Was się wybiera? Na szczęście cudowna pogoda! I ja żyję! Mam siły i chęci by robić cokolwiek! Gdybym miała mieszkać chociażby w deszczowym Londynie, zwiększyłabym pewnie statystyczną liczbę samobójstw. Bo ja potrzebuję słońca tak bardzo, że czasem mnie to przeraża. Chyba jestem jak kwiatek albo chwast ;) 

Ps. I jeszcze coś pięknego na miłą resztę dnia :) 









25.04.2016

Płyta nowa - RETRONOWA :)

      Kilka dni temu ukazała się moja płyta pt. RETRONOWA.


      O ile nie miałam problemu z napisaniem 14 tekstów, o tyle z wymyśleniem tytułu problem miałam ogromny. Na szczęście jest Bartek, który wykazał się kreatywnością, zamykając w paradoksalnym wyrazie wszystko, co na tym krążku się znajduje. Bo muzycznie sięgnęliśmy do tego co stare. Budując szkice piosenek, mieliśmy w głowach granie w latach 60-tych i wszystko, co wychodziło z legendarnej wytwórni Motown. Dotarły już do mnie pierwsze recenzje płyty, póki co bardzo łaskawe i pochlebne, co mnie oczywiście cieszy, ale co najważniejsze, recenzenci zauważają i podkreślają spójność w wydawałoby się dość schizofrenicznym, bo mocno zróżnicowanym gatunkowo materiale. Jest to mieszanina bluesa, soulu, funky, rock'n'rolla, wyprodukowana jednak dość popowo i nowocześnie. Stąd też drugi człon tytułowego wyrazu. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że recenzujący płytę dziennikarze muzyczni, podkreślaną iż ogromną wartością RETRONOWEJ jest pozytywny (nie infantylny) ładunek enrgetyczny i uśmiechalność, jaką ta muzyka ze sobą niesie. Nagrywałam ją będąc w 4 miesiącu ciąży, więc niemożliwością byłoby, żeby było inaczej, choć jeden utwór (piosenka "Oddycham") był dla mnie szczególnie trudny do zaśpiewania, gdyż było to swego rodzaju trudne pożegnanie. Ale zaczynając pracę nad tą płytą, chciałam podzielić się ze słuchaczem tym, co głęboko wierzę, że jest wartością w moim życiu. Mam wielką nadzieję, że nie będziecie mnie oceniać przez pryzmat stereotypu gwiazdki talent show i przeterminowanego produktu, ale bez uprzedzeń i wcześniej założonych już opinii, sięgniecie po ten krążek. Bo jeśli tylko potrzebujecie się doładować, pobujać, uśmiechnąć i zdystansować - to naprawdę to płyta dla Was :) Ode mnie :)
Życzę miłego słuchania i mam nadzieję, do zobaczenia na koncertach z RETRONOWĄ :)

Płyta jest dostępna tutaj:
http://www.empik.com/retronowa-janosz-alicja

A pierwszy singiel i teledysk do obejrzenia i wysłuchania tu, drodzy Państwo :)

 


26.01.2016

NFM - tam się czuję Eurpejką :)

       Przedwczoraj graliśmy z HooDoo w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Będąc tam kilka tygodni temu, na koncercie z okazji 10-lecia orkiestry Adama Sztaby, zamarzyłam, żeby móc kiedyś stanąć na tej scenie. Wspaniała, widowiskowa, przepiękna sala ze światowym nagłośnieniem, licząca 1800miejsc. Wrocław może być dumny z tego miejsca, bo jest świat. A moje marzenie szybko się spełniło i muszę Wam powiedzieć, że ze sceny NFM robi jeszcze większe wrażenie :)
W każdym razie, zagraliśmy z HooDoo przed Panią Ewą Bem podczas 6 Noworocznego Koncertu Charytatywnego, jaki zorganizował kabaret NeoNówka. A graliśmy na rzecz Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci.


                                            Z Ewą Bem, Pat i Leonkiem 


       Ponieważ mój mąż do 24 grudnia (bo wtedy dostał wymarzony prezent) stał się fanatykiem kręcenia filmików swoją nową, wypasioną kamerką gopro, to nakręcił nasz występ wprost ze sceny. I dzęki temu, mogę się z Wami podzielić naszym występem :) Choć mnie i Pat nie widać, słychać nas, a podziwiać możecie trampki Bartka, tyłek Stagracza i Łosia oraz profil Świętego ;)