23 lut 2015

Jest już nasz występ w sieci!!! :)


Już jest! Nagranie piątego odcinka programu "Nut Ferment" z udziałem moim i mojego cudownego zespołu! :) Mieliśmy więlką przyjemność wystąpić na Scenie Ciśnień Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. Zagaliśmy moje nowe dwa utwory - "Put Your Hands Up" i "Gdy Przychodzi Noc", które napisałam wspólnie z mężem mym - Bartkiem Niebieleckim :)  Zagraliśmy także cover zespołu Fruhstuck pt. "Rage" w zupełnie innej, bo całkiem nowej, naszej aranżacji :) Chłopakom z Fruhstuck bardzo się podobało i byli w szoku, że to icj kawałek :) Mam nadzieję, że Wam również się spodoba :) Myślę, że musimy go dograć do nowej płyty, bo bardzo dobrze nam się go gra i z chęcią zachowam go w swoim repertuarze :) Dziękuję pięknie za zaproszenie do programu. 

Miłego oglądania/słuchania... :)
                                                  


15 lut 2015

Dziś gramy w Capitolu. Czyżby to był mały stresik...?

       Wczoraj godz. 23:00, sms'y z moją mamą:
Ja:
Jak było na koncercie? (Ennio Morricone) Dasz radę przyjechać jutro? Mama Bartka się rozchorowała. Wszyscy się pochorowali.... Albo wyjechali... Nie mamy z kim zostawić Tymka.

Mama (kilka sekund później):
Ok :) O której? :)

UWIELBIAM! Ta matczyna niezawodność... To najlepsza instytucja świata / solidna firma wszech czasów :) Tak więc babcia jest w drodze, a my zaraz wyruszamy na próbę. Mam piękne wdzianko na dziś od mojej przyjaciółki Ani Maksymiuk i pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, płaskie buty. Ot, takie poważne tematy w południowej porze ;)

A na szybko podlinkowuję rozmowę, jaką popełniliśmy z mężulem dla redaktora Pawła Gołębskiego i Breaking Muse. Temat chodliwy jak zawsze ;) No i Molly/Dog - gwiazda nr1! A Tymek w tym czasie spał w sypialni... My sweet Baby Boy... <3



Miłego dnia blogowi czytelnicy! :) 

28 sty 2015

Będę "fermentować" na Nut Ferment

     Wraz z narodzinami dziecka, kobieta staje się o 100% bardziej wydajna (nie tylko wydojna ;)).

     Jest 12:13, a ja już mam chatę ogarniętą, pranie rozwieszone, a z piekarnika właśnie wyciągnęłam improwizowane, autorskie ciasteczka jagnalo-owsiane z suszonymi daktylami i figami. Mąż mój wspaniały, naprawił mi ładowarkę do kompa wstawiając jednej z jej części implant w postaci nowego wejścia do kompuera i wreszcie znowu mogę pisać. Mały śpi, a koleżanki, na które czekam, właśnie w drodze zaatakowały "suszarnię", więc przed nami cudowne, babskie popołudnie polewane sosem sojowym i zagryzane wasabi :)

      Jest 17:23. Właśnie zamknęłam drzwi za dziewczętami moimi cudownymi, a mój chłopczyk i Molka ucinają sobie popołudniową drzemkę. Mam czas, żeby zastanowić się, który cover Frushtucka zaśpiewam 15.02 na kocercie z cyklu "Nut Fenrment" na małej scenie Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. Bo w każdym z 12 koncertów z tego cyklu, chodzi o to, aby na jednej scenie spotkali się przeróżni artyści i poza swoimi dwoma kawałkami, by wykonali jeden z utworów innego zespołu czy wykonawcy, który ma wystąpić akurat w tym samym konncercie. Razem ze mną zaproszeni do wspólnego "fermentowania" zostały zespoły Frushtuck i Blade Loki. Będziecie mogli niebawem zobaczyć i posłuchać co nam się uda z moim zespołem zmajstrować, bo każdy z koncertów jest przepięknie nagrany i zrealizowany i trafia do sieci. Z pewnością pochwalę się i podlinkuję tu ten nasz występ :) Już się nie mogę doczekać. W lutym w ogóle sporo się dzieje muzycznych rzeczy we Wrocławiu, a Natalia Lubrano i ja, możemy sobie chyba śmiało w tym miesiącu przyznać jakieś statuetki, bo jeśli chodzi o ilość występów charytatywnych, to nie ma mocniejszych zawodników niż my dwie ;) No ale całe nasze zespoły na to pracują, więc wiekie DZIĘKUJĘ w ich kierunku muszę posłać... No i koniec spania... I nici ze słuchania i "zastanawiania".... auć.

      Jeszcze "ogłoszenie już pasterskie" (mają kilka lat, myślałam, że ksiądz z ambony właśnie tak mówi :P) Jest już nowe wydanie magazynu MADAME, a w nim mój kolejny felieton, do którego przeczytania serdecznie zapraszam :) Bo zakładam, że jeśli dobręłaś/dobrnąłeś do końca, to czytać lubisz... :)





4 sty 2015

Święta, święta i po świętach, a ja dzisiaj jakaś śnięta...


       Przeleciały nam te Święta, a i Sylwester już za nami, a wraz z nim nasze pierwsze kilkugodzinne rozstanie z moim sercem... Przeżywałam to nieprawdopodobnie, ale przetrwaliśmy oboje :) Ja grałam z HooDoo w przepięknym hotelu, wybudowanym w ruinach starego zamku, a Tymuś był z dziadkami w domku (na szczęście z ruina nie ma jeszcze nic wspólnego ;)). Co prawda dwa dni wcześniej zaczęliśmy "walkę" z butlą, która na początku zdawało się, że będzie zakończona totalną klęską, ale gdy znaleźliśmy odpowiedni smoczek (dzięki mojej sąsiadce, vel cioci Adze), maleńki zaczął pić z butelki bez problemu. Dzięki temu, w tym 15 tyg. jego życia, nadeszła zmiana - chłopaki mogą zostać spokojnie sami na kilka godz. a mamuśka wreszcie może wrócić do jogi i samodzielnie gdzieś wyskoczyć na miasto :) Yeah! :) Choć już to widzę - i tak będę co chwilę dzwonić i wysyłać sms'y, jak się ma mój synuś. Tak jak ostatnio w kinie... O właśnie! W ramach 'powrodu do życia w społeczeństwie" mąż mnie ostatnio wyciągnął z grupą znajomych na rewelacyjny film biograficzny o Jamesie Brownie "Get On Up". Koniecznie zobaczcie! Uśmialiśmy się do łez, ale też się wzruszyliśmy. To historia ogromnej kariery muzycznej legendy i mnóstwo wspaniałego grania, ale też opowieść o tragicznym życiu w samotności człowieka, który jako dziecko bardzo wiele wycierpiał. Na końcu oczywiście ryczałam...

   
        W ogóle teraz sporo dobrych filmów o muzyce. Na liście tych do obejrzenia mam jeszcze "Whiplash" i "O krok do sławy" - ten już dziś, jak maleńki zaśnie :)

         A piszę, bo wreszcie mój komp wrócił do "życia". Ładowarka naprawiona, a dysk wyczyszczony. Już myślałam, że muszę kupić nowy komputer, a tu się okazuje, że mały lifting mężowski i mój maczek działa jak nówka sztuka. Miło tu wpaść i zobaczyć, że zaglądacie na mojego bloga, choć sama mam wrażenie, że jest o wszystkim i o niczym... Chyba bardziej się sprawdzają blogi tematyczne, co? Jestem z wykształcenia specjalistą ds Reklamy i mgr PR'u, a sama nie mam totalnie ani zacięcia, ani nawet potrzeby kreacji własnego wizerunku czy rozwoju blogerskiej (i nie tylko :P) kariery. Po prostu, jest mi tu i teraz dobrze, a piszę bo lubię. A'propos, wczoraj (gdy jeszcze komp nie działał), na prośbę dziewczyn, organizujących akcję wspierającą karmienie piersią, opisałam na iPhonie całą historię moich początków kp. Bo należy je wspierać i promować! Nie będę się teraz o tym rozpisywać, ale z pewnością podlinkuję temat w niedalekiej przyszłości. Jeśli to może pomóc choćby jednej młodej mamie, to myślę, że warto się dzielić własnymi doświadczeniami. Zwłaszcza, że "wyznanie" to może tym razem trafi bezpośrednio do zainteresowanych, a nie na portale plotkarskie. O, tu z moimi dziećmi - jedno przy piersi, drugie na stopie, bo my zaaaawsze razem :)



Miłego wieczoru blogowy czytelniku.




9 gru 2014

Już za moment MAMY Święta...

      Aż trudno uwierzyć, że od narodzin Tymka (Tymona nie Tymoteusza) minęły już 3 miesiące. W tym czasie sporo urósł i waży też o wieeele więcej. Od noszenia go na rękach mam już prawie takie mięśnie jak Madonna ;) Już nie jest tym okruszkiem w chudziutkimi rączkami i nóżkami, ale radosnym, pogodnym i super silnym bobasem. Jeśli o takich maleństwach można mówić, że są "grzeczne" (choć ukrywa się pod tym pewnie raczej pojęcie "bezproblemowe" lub "niewymagające" albo "niecierpiące z powodu kolek bądź z innych powodów"), to nasz syn jest bardzo grzeczny. Jak psychofanka wącham jego główkę i ciągle go całuję. Gdy długo śpi, zerkam na wiklinowy kosz w którym odpoczywa w salonie w ciągu dnia i czekam, aż otworzy swoje piękne, błękitne oczka, bo choć jest tuż obok, tęsknię za nim :) Ale jak śpi to też się cieszę, bo mam czas na ogarnięcie chaty i dla siebie... Taki paradoks :P Rozpływam się, gdy podczas kąpieli widzę błogość na jego twarzy, lub gdy uśmiecha się na mój widok. To najwspanialszy uśmiech świata :) Sorry Julia Roberts. Tymcio Cię pobił :P Zakochałam się w tym małym mężczyźnie bez reszty... Molka już załapała, że to człowiek, a ta informacja wystarczyła jej, żeby zacząć mu wciskać piłeczkę, gdy mały leży w swoim leżaczku i warować przed nim prosząc, by jej ją rzucił. Zresztą Molly ciągle nam towarzyszy i jest wobec Tymka cudna. My staramy się jej okazywać tyle samo zainteresowania i miłości co wcześniej, choć wiadomo, że odczuwa zazdrość. Ale i tak jest super.
Ja też już o wiele bardziej ogarniam rzeczywistość i cieszę się jak wariatka, że wróciłam do formy sprzed ciąży (choć Bartek twierdzi, że jest nawet lepiej - domyślcie się z jakiego powodu ;)). Zaczynam też mieć w głowie inne rzeczy niż tylko opieka nad maleństwem i wszystko co dotyczy naszego życia domowego/rodzinnego.

     Wymyśliłam, sobie projekt dla dzieci, nad którym zaczynam pracować, ale jeszcze nie zdradzę co to takiego :) Piszę też felietony do magazynu MADAME. A z innej beczki - będąc w domu z malutkim zaczęłam oglądać kilka programów telewizyjnych: "DDTvn", "Mam Talent" i "MasterChef". I jestem fanką Dominiki, która zwyciężyła! Przecudna dziewczyna, z boską energią, która gotuje z taką pasją i finezją... Ma niesamowitą odwagę w komponowaniu smaków i mega wyobraźnię kulinarną. Ciekawa jestem jej książki i tego, czy uda mi się cokolwiek przygotować wg jej przepisu :P Fajnie, że jurorzy (zresztą świetni i tutaj i w "Mam Talent") wybrali właśnie ją :) A co do talent show - dopiero co powiedziałam Bartkowi, że brakuje w tv programu z dziećmi w roli głównej, a tu TVN wypuszcza nowy format. Już jestem pewna, że to będzie sukces, bo dzieci same w sobie są najwspanialszymi i najzabawniejszymi ludźmi na świecie :) Już szczerze zazdroszczę tym, którzy będą pracowali przy tym programie, bo to z pewnością będzie rewelacyjna zabawa i hit telewizyjny. Oby tylko ktoś dobrze poprowadził i otoczył należytą opieką te wszystkie dzieciaczki, bo z pewnością będą przeżywały swoje występy nie mniej niż dorośli, a w ich wypadku porażki czy sukcesy będą odgrywały o wiele większą rolę niż w przypadku dorosłych uczestników talent show, bo będą miały wpływ na ich samoocenę - na całe życie... Wiem to, bo sama występowałam na wielu festiwalach gdy byłam dzieckiem i nauczyłam się przez to myśleć, że moja wartość jest równa temu, jak oceniają mnie inni.  Dobrze by było, żeby to show nie powstało kosztem ani jednego dzieciaczka... Ciekawe, jak to będzie wyglądało. Z pewnością będę śledzić.

      Zostały 2 tygodnie do Świąt, więc najwyższa pora zająć się produkcją handmade'owych upominków i jakimiś zakupami prezentowymi. Ciacha upieczone (w tym roku z pomocą mojej mamy), a dom powoli już zaczyna zyskiwać Świąteczny wystrój. Lubię ten klimat...



     W tym roku nagraliśmy specjalnie z okazji Świąt piosenkę z HooDoo :) Posłuchajcie koniecznie! Ja ją uwielbiam, a Tymek nie ma wyjścia i też słucha ;)

Ps. Coś dla młodych mam:
Widziałyście takie wynalazki? Używacie? Sprawdzają się? :) Tymek akurat (po tatusiu) lubi mieć wolne rączki, więc nie toleruje skrępowania. Ale dla maleństwa, które dopiero co przychodzi ze szpitala, takie otulacze, czy to w postaci Woombie czy Swaddle z wielkiem pieluchy to rewelacja! Dostałam świetny, taki cieplutki z TK Maxx'a, ale Tymek już z niego wyrósł. Ale mamy jeszcze takie. Polecam to opatulania maleństw! O kocykach La Millou już nie wspomnę, bo  to nasz hicior <3







29 wrz 2014

refleksja / Carlos Johnson & HooDoo Band


       Zapominam, że nie jestem anonimowa. Jestem mamą dopiero od 2 tygodni, a mówienie o kupach i karmieniu już stało się dla mnie czymś normalnym. Wyimaginowałam sobie, że odbiorcami mojego bloga są osoby, które czują podobnie i przeżywają nieraz podobne rzeczy, więc spontanicznie podzieliłam się czymś, co okazało się na tyle atrakcyjne, że na portalach plotkarskich można dziś przeczytać o moich piersiach i moim mleku - a to powinno interesować tylko i wyłącznie mojego syna. Jak znaleźć środek w pisaniu bloga? Jak cedzić informacje, żeby pisać z serca i prawdziwie, a jednocześnie, żeby zachować prywatność? Nie wiem, czy tak się da...

      Trzy dni temu rozmawialiśmy na Skypie z Carlosem Johnsonem, naszym przyjacielem zza oceanu, który ogromne się ucieszył widząc Tymka. Carlos jest fantastycznym gitarzystą i wokalistą. Był dwukrotnie nominowany do nagrody Grammy. Jest też laureatem Fryderyka za płytę koncertową, na której gra również mój mąż :) Każdy jego pobyt w Polsce jest dla nas wielkim przeżyciem, bo to to nie tylko wspaniały muzyk, ale również wyjątkowy człowiek, którego uwielbiamy.
17go i 19go października Carlos zagra z towarzyszeniem HooDoo dwa koncerty w Polsce, więc już na niego czekamy :) Nagraliśmy z nim wspólną płytę jako Carlos Johnson & HooDoo Band, nad której produkcją właśnie Bartek zaczął pracować. Zajmie to pewnie jeszcze trochę czasu zanim będzie gotowa i ukaże się w sklepach, ale już udostępniliśmy pierwszy singiel, więc z dumą się nim z Wami dzielę :)

If You Want Me To Stay/Family Afair

   

27 wrz 2014

Tymuś, nasz synuś

       No i jest... :) Noszony pod serduchem przez 38 tygodni, wreszcie się urodził :) Niemożliwym jest dobranie słów, które zdołają wyrazić naszą radość. Tymek jest dla nas cudem! :) Najważniejsze, że zdrowy. Opowieści o porodzie cc i rekonwalescencji pozostawię dla siebie i swoich bliskich, ale powiem Wam, że wyobrażenie a rzeczywistość znów okazały się rozbieżne. Miałam wielkie szczęście, że byłam pod opieką znakomitych lekarzy i wspaniałych Pań położnych w Szpitalu Klinicznym na Chałubińskiego we Wrocławiu. Szpital jest stary i wymaga remontu, ale miejsca tworzą ludzie, a ekipa pod przywództwem Pani prof. Lidii Hirnle zapewniła nam najlepszą opiekę, jaką mogłam sobie wyobrazić. Będę za to dozgonnie wdzięczna. No i nie ma bata - ten tydzień z życia zapamiętam na zawsze... 

      Jedynym moim problemem (poza psychiką, szalejącą pod wpływem zmian hormonalnych) była laktacja. I choć naczytałam się sporo również na ten temat, a i rozmów z koleżankami-mamami nie brakowało, to padliśmy z Tymkiem ofiarami dokarmiania mlekiem modyfikowanym i płaczu po nocach (mojego, nie Tymcia), podczas walki z laktatorem. Na szczęście już w pt. (czyli 4go dnia po urodzeniu maleństwa) wróciliśmy do domu, a tutaj, ze wsparciem mojego Bartka i z pomocą moich rodziców, stworzyliśmy bezpieczną i przyjazną przestrzeń, w której z przerażonej i zestresowanej, rozhisteryzowanej matki, zaczęłam się zmieniać w spokojniejszą i pewniejszą siebie mamę, opływającą miłością i dużą, dużą ilością mleka... Maleńki pięknie przybiera na wadze (wczoraj Pani położna laktacyjna piała z zachwytu, a ja jeszcze bardziej!) i zrobił się mniej żółty. Ja już wiem jak go "ogarnąć", bo z początku wzięcie na ręce tego maleństwa, ważącego 2,5kg było dla mnie ogromnym stresem. Generalnie, uczymy się siebie i sprawia nam to wieeeeeelką radość - a przynajmniej mi, bo mały jeszcze ma czas na wyrobienie sobie na ten temat zdania :) Miło by było móc się bardziej wyspać, ale pobudka co 3 lub 4h to nie tragedia, więc nie marudzę. Tym bardziej, że widok i zapach niemowlęcia, własnego dzieciątka, które czując Twoją obecność uspokaja się i dosłownie przykleja do Twojego ciała, wydając przy tym najrozkoszniejsze dźwięki na świecie... Coś wspaniałego!!! :) 

       Wczoraj wieczorem pierwszy raz od 12 dni otworzyłam laptopa, wiec chyba wracam do świata żywych :)