Zaliczyliśmy z HooDoo dwudniowy super maraton. Przedwczoraj zagraliśmy koncert w jednym z moich ulubionych klubów w Polsce - w krakowskim Milestonie i było cudownie. Dołączył do nas szef wydawnictwa Dalmafon, ze świeżutko wydanymi płytami 'HooDoo Unplugged', więc mieliśmy wielki powód do radości. Weekend zapowiadał się świetnie. Cieszyliśmy się całym zespołem, że premiera naszego albumu zbiega się z festiwalem Rawa Blues, że możemy zagrać przed trzykrotnym laureatem Grammy Awarads - Kebem Mo' oraz usłyszeć i zobaczyć na żywo takie gwiazdy jak zespół Otisa Taylora, J. Ulmera czy odkrycie tego roku -zespół 'Heritage Blus Orchersta', którego wokalistka mnie totalnie oczarowała. Ale odkąd dotarliśmy do Spodka było nam coraz mniej wesoło...
Przekonaliśmy się na własnej skórze jak podczas największego zamkniętego festiwalu bluesowego na świecie, traktowane są polskie zespoły. Zawsze staram się każdą sytuację zobaczyć z jak najszerszej perspektywy, nie oceniać pochopnie i nie krytykować głośno. Ale dziś odstąpię od tej reguły, bo uważam, że to skandal i godzenie się na coś takiego jest po prostu słabe, a słabeuszem nie jestem. Przytoczę więc kilka faktów dotyczących występów polskich zespołów na festiwalu Rawa Blues.
Ja wiem, że sam występ dla tak dużej publiczności na tak prestiżowym festiwalu to coś wspaniałego dla kapel takich jak nasza. Dzięki występom mamy szansę zdobyć nowych fanów i sprzedać trochę płyt - co tym bardziej w chwili wydania naszego albumu jest dla nas istotne. Ale jak długo mamy dokładać do tego biznesu? Przy ogromnym dofinansowaniu z Miasta Katowice oraz przy bardzo dobrej sprzedaży biletów, które kosztują od 80zł do 359zł można by choć symbolicznie zapłacić polskim wykonawcom, albo przynajmniej nie zaniżać stawki za marny zwroty kosztów podróży.
Już trzy lata temu, kiedy po raz pierwszy wystąpiliśmy podczas Rawy, wydawało mi się, że zapłaciliśmy tzw. frycowe i liczyłam na to, że tym razem będziemy traktowani jak ludzie. Ale niestety w zimnej garderobie nie było nawet herbaty czy kawy, o posiłku dla muzyków (który chyba jest już standardem wszędzie, gdzie artyści przyjeżdżają z daleka) czy lustrze, w które warto by było zajrzeć przed wyjściem na scenę już nie wspomnę. Co prawda w korytarzu między garderobami i korytarzami wokół sceny catering był, ale dla nas oczywiście płatny. Wierzcie mi, że nie należę do skąpców, ale takie małe gesty świadczą o szacunku dla muzyków, którzy wiele godzin spędzają w podróży, aby dotrzeć do miejsc w których grają i wydaje mi się to po prostu czymś ludzkim.
Nie rozumiem też w ogóle idei zapraszania polskich zespołów, skoro są traktowane po macoszemu i wpuszcza się je na scenę jedynie na 3 piosenki. Dlaczego polskie zespoły nie mogą zagrać chociaż po 40 min? Reklamy w Polsacie trwają dłużej niż nasz wczorajszy występ. Miło by też było, gdyby organizator pozostawił dla siebie opinię, że tutejsze kapele są przerywnikami i że wszystkie są beznadziejne. Tym bardziej, że Pan Irek Dudek sam jest polskim muzykiem, a na stronie festiwalu czytam, że w latach 80-tych Rawa Blues odgrywała kluczową rolę we wspieraniu polskiej sceny bluesowej. Niestety dziś ani trochę tego nie robi, traktując tutejszych wykonawców jak zapchajdziury czy zło konieczne. Można powiedzieć, że jeśli nie chcieliśmy to trzeba było nie jechać. Ale wiem, że na nasze miejsce znalazłoby się 100 innych zespołów, które chciałyby się pokazać na takiej scenie. A to daje organizatorowi przewagę i przywilej traktowania nas właśnie w taki sposób, bez jakiegokolwiek szacunku. A gdzie my się mamy pokazywać? Skoro media są totalnie popowe, a my jesteśmy niszowi? No gdzie jeśli właśnie nie na festiwalach mamy docierać do ludzi, kochających dobre, okołobluesowe granie? Nie mamy chyba wielkiego wyboru...
Mieliśmy wielkie szczęście, że tuż przed koncertami zaprzyjaźniona ekipa nagłośnieniowa pozwoliła nam sprawdzić mikrofony i nagłośnienie, bo ze względu na koncert dzień wcześniej nie mieliśmy możliwości dotarcia na próbę. Za to nasi koledzy z drugiego końca Polski, przyjechali dzień wcześniej po to, aby zrobić zaledwie 15-minutową próbę dźwięku. W dniu festiwalu o godz. 11:00 wyproszono ich z hotelu, więc na swój 15-minutowy występ czekali w busie zaparkowanym pod Spodkiem. Po występie nie mogli liczyć ani na nocleg, ani na zaproszenie na Jam Session, które odbyło się jedynie dla organizatora i gwiazd, przy czym termin ten odnosi się tylko i wyłącznie do zagranicznych wykonawców, co dyrektor festiwalu jasno wyjaśnił naszemu koledze.
Jaki z tego wniosek? Polski zespół przy okazji wielkiego festiwalu na śląsku nie ma szans ani na godziwe traktowanie, ani nawet na wspólne granie z artystami których podziwia (co wydaje mi się, że byłoby dla nas prawdziwą rekompensatą, bo szansa zagrania z najlepszymi z najlepszych to coś, co każdy muzyk doceni i zapamięta bardziej niż wszystko inne) tylko ma wsiadać do busa i jechać 580km do domu. Na szczęście są jeszcze inne festiwale niż Rawa. Na przykład Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty, gdzie udało nam się wystąpić i gdzie zostaliśmy potraktowani tak jak powinno się traktować muzyków - w przemiłej atmosferze zagraliśmy praktycznie pełnowymiarowy koncert, a takich organizatorów i zaplecza życzymy wszystkim muzykom na całym świecie! Tylko tu pojawia się kolejne pytanie, a w zasadzie kolejna wątpliwość - czy jeśli zagramy na innych festiwalach, to czy z jedynego polskiego kwartalnika bluesowego (a w zasadzie prospektu reklamowego jednej z agencji koncertowych) się o tym dowiecie, że tak byliśmy, że koncert był wspaniały, a publiczność bawiła się świetnie? Czy może autor napisze w jednym zdaniu, że zespół był na początku zestresowany, ale się rozkręcił - co w przypadku opisu występu HooDoo przed Johnem Mayallem jest zdecydowanie zbyt ubogim opisem. My jako zespół już na zawsze zapamiętamy niesamowite przyjęcie nas przez publiczność, owacje na stojąco i ilość sprzedanych płyt po koncercie. Obecna na naszych występach publiczność też chyba zapamiętała nas lepiej... To nieskromne, ale HooDoo to naprawdę wyjątkowy, dobry zespół. Nie bez powodu dostaliśmy tytuł Najlepszego Zespołu Bluesowego w kraju czy Odkrycia Roku przez fanów bluesa, a nasz gitarzysta dwa lata z rzędu wybierany jest przez publiczność Gitarzystą Roku. Więc co jeszcze musimy zrobić, aby ważne persony światka bluesowego zobaczyły to co bez problemu dostrzega i ceni sobie publiczność...
Mam wrażenie, że Niemen żył w lepszych czasach niż my żyjemy, bo tych ludzi dobrej woli, którzy potrafią być bezinteresowni i obiektywni jest coraz mniej i mniej...
Na osłodzenie goryczy pięknie wydany koncert :) Polecam z całego serca!!!
Wydawnictwo można kupić w cenie 40zł (DVD+CD) + koszt wysyłki. Zamówienia u naszego managera wojtek@hoodooband.pl