26 lut 2013

catch the moment

Bartek gra właśnie koncert z naszym kolegą, świetnym skrzypkiem Janem Gałachem, a ja mając pomysł na piosenkę i korzystając z wolnej chaty odpaliłam studyjny sprzęcior i przeobraziłam się mentalnie na 4h w mojego męża, który całymi dniami może tworzyć przy kompie muzykę. Tak mnie wciągnęło układanie sampli i nagrywanie na klawiaturze różnych instrumentów o milionie barw, że ocknęłam się jak bolał mnie tyłek i kręgosłup. Oby to był początek obecności weny w tym domu. Przez ostatnie dni, mnóstwo tematów przewijało mi się przez głowę, ale nie potrafiłam ani jednego z nich przeobrazić w najmniejszy fragment tekstu. Dzisiaj napisałam o czymś, co jest ważne i było to tak naturalne.. niech rano też brzmi tak jak dziś, proszę...

Zdjęć kolczyków sutaszowych ciągle nie zrobiłam. Jutro to zrobię! Ta deklaracja pisemna może mnie zmotywuje... Mam za to kilka fotek z jednego z naszych zimowych jeszcze PSAcerów





    

   

18 lut 2013

krótko o Japonii, a długo o gównianych lekach, szczepionkach i jedzeniu (mania trwa)


Mój blog umarł. Zaniedbałam go. Wybaczcie drodzy czytelnicy moich wypocin, ale nie mam jednak w sobie tyle samozaparcia, żeby mimo padającego dysku w komuterze (już jest nowy, większy rrr J) i ciągłych podróży albo hardkorowych pod względem zużycia energii warsztatów wokalnych które prowadziłam w ubiegłym tygodniu czy koncertów, znaleźć siłę, aby w wolnej chwili usiąść przy komputerze i klikać. Miałam też ostatnio taki czas, że wolałam czytać, oglądać i słuchać zamiast samej genrować informacje. Zajmując się przez kilka dni moją małą siostrzenicą też nie miałam czasu, a wieczorami sił (szacun dla wsyztskich matek, dźwigających z uśmiechem ?kg rozwrzeszczanej słodyczy). Niemniej jednak, już nadrabiam zaległości :) 

Na początku, bardzo dziękuję za przemiłe wiadomości, jakie zgromadziły mi się na tym blogu, gdy na niego nie zaglądałam :) Zaraz zabieram się za odpowiadanie na nie!

Niecodzienną rzeczą jakasię wydarzyła jest to, że kupiliśmy z Bartkiem bilety do Japonii. W dwie minuty podczas rozmowy telefonicznej, zdecydowaliśmy, że ostatniego maja lecimy do Kraju Kwitnącej Wiśni. Moje 28 urodziny spędzę więc w Tokyo! J Zawsze marzyłam, żeby znaleźć się w Japonii, ale gdy już mogę wpisać to w swój klendarz jako pewnik, oczywiście, jak to w mojej bliźniaczej naturze, już mam masę obaw i wątpliwośći. Chyba najbardziej przeraża mnie to, że Tokyo jest najdroższym miasten świata i pogubimy się tam. Ale co tam, najwyżej polecimy na ryżu z rybą, a chodzić będziemy w kolorowych dresach, jak niemieckie emerytowane małżeństwa podczas wycieczek do Breslau ;) Cała podróż potrwa 12 dni, a wracając, spędzimy 3 doby w Dubaju. Ekstcytujące... J A dziś są urodziny mojego męża J Rano przyszła paczka z prezentem urodzinowym w postaci elektronicznej perkusji, o której od jakiegoś czasu mi opowiadał, a którą nietstey nie w tajemnicy, ale sprezentowałam Bartiemu na 29 urocziny. Co więc robi od rana mój mąż? Już możecie sobie wyobrazić... J

Teraz z innej beczki. Mniej prywatnie, choć problém dotyczy i mnie i CIebie mój czytelniku...
Ostatnio dokoła mnie jest mnóstwo koncertów charytatywnych i innych akcji, mających uświadamiać społeczeństwo o problemach przemocy nad ludźmi i zwierzakami oraz nakłonić nas do finansowego wspierania leczenia chorych osob czy ratowania bezbronnych ofiar przemocy itd. Ciągle dostaję zapytania od różnorodnych fundacji w sprawie wsparcia ich akcji. I często, szczególnie ostatnio je przyjmuję. Myślę sobie, że to dobrze, że ludzie nie cierpią na znieczulicę, ale pomagają sobie nawzajem.
Jednocześnie odnajdują na YouTube masę dokumentów, które bardziej lub mniej wyglądają na teorie spiskowe, ale ukazują faktyczne zdarzenia, które zdaniem dokumentalistów, mają doprowadzić do stworzenia czegoś, co nazywa się Nowym Porządkiem Świata. I to mnie napawa przerażeniem i utratą wiary w to, co nazywamy człowieczeństwem. Mam sąsiadkę sekciarę taką jak ja, z którą na przemian zaskakujeme się nowymi odkryciami w tej dziedzinie. Wszytsko, co przez ostatnie miesiące zgromadziło się w mojej głowie, składa się w spójną całość. Nie będę Was przekonywać do tego, czego sama nie jestem pewna, ale podzielę się z Wami jedynie tym, nad czym moim zdaniem nie ma co dyskutować, bo jest to poparte bezsprzecznymi dowodami. Bez względu na to, czy stoi za tym mafia złożona z najzamożńiejszych i najbardziej wpływowych ludzi tego świata zwanymi Bildenbergami, czy jedynie głupota ludzi biznesu, którzy nie myślą długofalowymi skutkami dla całej ludzkości, a jedynie swoim obecnym zyskiem, uważam, że należy szukać i dociekać, by być świadomym i odpowiedzialnym.

Wiele osob słyszało o powikłaniach związanych z podawaniem maluchom szczepionek skojarzeniowych, ale wielu lekarzy bagatelizuje problem i przekonuje nas, że nie istnieją jednoznaczne dowody na to iż szczepionka miałaby być bezpośrednią przyczyną chorób. Jest jednak faktem, że w szczepionkach podawanych dzieciom znajduje się trująca rtęć. Z tego powodu coraz więcej dzieci w ostatních latach choruje na autyzm i wiele innych chorób. Istnieje możliwość kupienia szczepionek bez rtęci, ale trzeba o to zawalczyć, a przede wszytskim wiedzieć o tym. Rtęć jest obecna również w często przyjmowanych szczepionkach na grypę, które są propagowane ze względu na biorące się niewiadomo skąd epidemie....

Druga gałąź przemysłu farmaceutycznego, to pigułki na wszystko. Niedawno byłam chora (wyleczyłam się domowymi sposobami mojej mamy i babci), a leżąc w łóżku oglądałam tv. W zaledwie jednym bloku reklamowym doliczyłam się 6 reklam różnych leków. Na kondycję włosów i paznokci, na wszytskie rodzaje kaszlu, na odchudzanie, na bóle całego ciała. Strasznie mnie to wnerwia! Nie trzeba być niewiadomo jak mądrym, żeby wiedzieć, że od samego łykania tabletek nikt jeszcze nigdy nie stał się szczupłym, pięknym i zdrowym. To po jakiego wała truć się chemią, która niszczy wątrobę i ma niewiadomo jakie skutki uboczne. Czułam się poirytowana, gdy zobaczyłam, że moja mama przyniosła od dietetyka jakiś chrom z bóg wie czym w „Ziarenkach Cud“, które miały ją wesprzeć w diecie. Oczywiście skrobia modyfikowana i soja znalazły się w tych wspaniałych granulkach, których miała łykać kilka łyżek dziennie. A daję sobie rękę uciąć, że odpowiednia ilość ruchu i NŻT (nie żreć tyle) za to zdrowo i z głową, tak, by wykształcić w sobie zdrowe nawyki żywieniowe i nie wywoływać efektu jojo, to jedyna rozsądna droga. Namówiłam mamę, żeby olała te wspomagacze i okazuje się, że przez 2 miesiące już zrzuciła jakieś 5kg (przy czym otyła wcale nie była, ale... wygląda i czuje się teraz lepiej).

Może mi trochę odbiło na tym punkcie (jak się w coś wkręcę, to tak mam, że zamęczam wsyzstkich dookoła swoimi rewoluzyjnymi odkryciami, przez co nikt już nie chce ze mną gadać. Temu na Was pora i Wam tu o tym piszę ;)) Ale spróbujcie sobie przeanalizować Waszą dietę pod kątem zawartości w niej genetycznie modyfikowanej żywność, warzyw i owoców spryskiwanych pestycydami (marketowe, te najpiękniejsze i najtańsze na 90% takie właśnie są) i tą całą chemię, która znajduje się we wszelkiego rodzaju przetworzonych pokarmach, na które panuje moda, a które wystarczy tylko zalać, tylko podgrzać... W środku mają mnóstwo konserwantów, aromatów, wzmacniaczy smaku i kilkaset rodzajów E. Jasne, trzeba się wysilić, ale jak sobie pomyślę, że jestem tym co jem, to plasuje się to jako sprawa priorytetowa, bo chcę być zdrowa...
Kilka miesięcy temu wkręciłam się w temat GMO (wybaczcie, że bywam monotematyczna, ale spędza mi to sen z powiek) i zaczęłam zwracać uwagę na to, w co zaopatrzam naszą lodówkę, złapałam się za głowę. A i tak raczej nie kupujeme nektarów czy napojów gazowanych, bo pijemy wodę, różne herbaty i sokiz wyciskanych cytrusów. Nie wcinamy gotowców (poza pizzą, której najbardziej mi będzie brakować podczas filmowych, domowych wieczorów...) Wywaliłam z lodówki wszystkie produkty, w których znajduje się skrobia modyfikowana, glutaminian czy lecytyna sojowa albo sama soja (o ile nie ma informacji NON GMO) czy szalenie groźny aspartan (dodawany do Coca-Coli Zero czy gum do żucia zamiast cukru). Wierzcie mi, że wcale nie wydajemy o wiele więcej kasy na jedzenie, a czuję się lepiej z myślą, że staję się coraz bardziej świadomym konsumentem i że mam wybór z którego korzystam. Odkrywamy też dzięki temu nowe składniki i nowe smaki potraw, których wcześniej nie robiliśmy. Nie jest to trudne. Podstawą jest wzięcie odpowiedzialnośći za to, co zjadamy i znajdywanie zamienników dla tych produktów, które okazuje się, że są gówniane. Trzeba na to poświęcić trochę czasu, ale gdy już się zapamięta, które produkty należy wybierać, jest znacznie prościej. Oczywiście, etykieta „organic“ nie daje pewności, że warzywa nie są GMO, a nawet gdy mamy odpowiednie metki pozostaje możliwość, że producenci mogą być nieuczciwi, łudzę się jednak, że tak nie jest. A’propos nowych smaków, zamiast niezdrowego mleka (tu coś obalającego wieloletnią, szalenie skuteczną propagandę http://www.eioba.pl/a/1tl0/pij-mleko-bedziesz-kaleka-biala-smiercs) sięgałam ostatnio po mleko sojowe, z który kawa zbytnio mi jednak nie smakuje. Na szczęście Natalia Grosiak (super kobietka i bardzo zdolna artystka) poczęstowała mnie kawą z mlekiem kokosowym oraz ryżowym. Pierwsze jest tłuste, a drugie bardzo delikatne, więc w połączeniu są świetne. Jak umiecie zrezygnować z kawy na krzyść białej, czerwonej i zielonej herbaty (uwielbiam ryżową Genmaichę sprzedawaną w sklepach na wagę. Polecam!!!) lub Yerba Mate, to super. Ja lubię smak i celebrację picia kawy, więc poszukuję zamienników mleka. Teraz akurat piję kawę z napojem ryżowym – eksperymentalny kubek, ale smak ciekawy J Ma w sobie kardamon, cynamon i kilka innych aromatycznych przypraw. Ciekawa, choć moją ulubioną raczej nie zostanie J
Kończąc wywody o lekach i jedzeniu, dodam jeszcze jako końcowe „Amen“ to, jak bardzo irytuje mnie fakt, że media nami manipulują, a nasze społeczeństwo staje się coraj bardziej zidiociałe. Jesteśmy jak bydło, powtarzające pewne czynności, podłuapujące kolejne mody i oceniające świat, bez samodzielnego dokonywania przemyśleń na rozmaite tematy. Czytam teraz „Marinę“ Zafon’a, w której autor pisze, że gdybyśmy choć w ¼ zastanawiali się nad tym co mówimy, świat byłby idealny. Powrót discopolo to dla mnie kolejny dowód na to, że zamiast się rozwijać, jedynie odtwarzamy coś co już było, kompletnie się nie rozwijając... Motłochem łatwo manipulować, ale (jak mówi mucha do muchy) w kupie raźniej (i w tej kupie siła).
Jestem ziernkiem piasku, ale jeślu ktokolwiek po przeczytaniu tego zainteresuje się bardziej którym kolwiek z tych tematów i zacznie gromadzić wiarygodne informacje i żyć świadomiej, to będzie to mój ogromny sukces J Myślę, że zaczynanie od samorozwoju oraz podejmowania prób wpływania na nasze najbliższe otoczenie, a także apelowanie o pokój i niesienie sobie nawzajem pomocy, to nasza największa siła. Żyjmy tu i teraz z otwartymi oczami, uszami i sercami, nie jak bydło, ale jak wolni, świadomi i wartościowi ludzie. Bo tacy jesteśmy! J

Ps. Dobrął ktoś do końca? J Gratulacje :P


8 sty 2013

na przełomie 12/13

"Kochany Pamiętniku..." Tymi słowami mój 8-letni chrześniak pod wpływem kolejnego zawodu miłosnego zaczął niedawno pisać swój pamiętnik. Pisał go przez.... jeden dzień! Ja z tego co pamiętam to pisywałam pamiętniki przez tydzień, góra dwa (a zaczynałam milion razy). Maciek zapał ma chyba po Cioci Ali, bo jak widać z moją ostatnią frekwencją na blogu też nie jest za ciekawie, ale wybaczcie. Przed świętami byliśmy zapracowani, a przez święta zagonieni. Wigilię w tym roku spędziliśmy u Teściów. Mimo, że w domu rodzinnym mojego męża są inne zwyczaje i potrawy od tych, do które mi są znajome, a przede wszystkim brak moich najbliższych, to muszę przyznać, że karp w wykonaniu mojej Teściowej smakował tak, jak tylko może smakować raz w roku. Genialnie! Zjadłam więc 3 kawałki. To była moja pierwsza w życiu Wigilia, której nie spędziłam z rodzicami. Ponieważ rodzice opiekują się ciężko chorą babcią, nie mogli do nas przyjechać. My skolei już 4 wigilie z rzędu spędziliśmy w Pszczynie, więc gdy Bartek chciał w tym roku być u swoich rodziców, nie mogłam się nie zgodzić. Ale z postnej zupy fasolowej z grzankami, która zamiast barszczu zawsze była w naszym domu i która przypomina mi smak dzieciństwa, nie byłam w stanie zrezygnować, więc sama ją przygotowałam (pomiędzy pieczeniem brownie i sernika :)). Pierwszego Dnia Świąt zjawiliśmy się na śląsku i tam zaliczyliśmy dzielenie się opłatkiem, składanie życzeń i obdarowywanie się prezentami z rodziną z mojej strony oraz zabawę z dzieciakami mojej Kuzynki. Wieczorem zaś było kolędowanie z przyjaciółmi sąsiadami rodziców, które przypominało raczej niezły kabaret w naszym wykonaniu, ale było cudnie :) Drugiego Dnia Świąt pognaliśmy pod Opole, gdzie nasi znajomi - Sylwia i Daniel brali ślub i urządzali wesele. W drodze powrotnej następnego dnia odkryłam tempomat. Jezu! Jaka to frajda jechać autostradą z wybranym tempem! Aż by się chciało usiąść za tą kierownicą po turecku :P


Sylwester natomiast jak już się tu tak "kochany pamiętniku"spowiadam, spędziliśmy częściowo na scenie, a częściowo pod sceną, w Wałbrzychu, pod hasłem James Bond 0013.
Mam nadzieję, że dla Was Nowy Rok zaczął się dobrze i że Rok Węża wcale nie będzie tak katastroficzny jak przewiduje chiński horoskop. Moja Babcia jest bardzo chora, więc dla mnie to słaby czas, bo przykro widzieć, jak ktoś bliski cierpi i nie móc nic zrobić, aby ulżyć w tym cierpieniu. Może temu, że mam w rodzinie dwie babcie, sama bardziej dostrzegam problem jakim jest brak opieki dla starszych osób w naszym kraju i że bardzo ważne jest to, aby dbać o schorowanych starszych ludzi, którzy sami sobie nie są wstanie poradzić. Niedawno brałam udział w takiej akcji, która miała na celu uświadamianie młodszemu pokoleniu, że obok nas żyją staruszkowie, którym wiele zawdzięczamy. Celem tej akcji była też m.in. aktywizacja seniorów i spowodowanie, by media przestały je pomijać, bo Ci ludzie są wciąż częścią naszego świata i należy im się uwaga, a nieraz pomoc od której zależy długość i jakość ich życia.
Wracając do tej akcji - za pomocą specjalistycznego programu komputerowego postarzano kilka popularnych osób i podczas wystaw, które odbyły się w największych miastach w Poslce, zestawiono dwa zdjęcia - dziś i jutro. Ja też znalazłam się w tym gronie teraźniejszych i przyszłościowych. Patrząc na efekt finalny, okazuje się, że wyglądam całkiem jak mama mojego taty, tylko w połączeniu ze Zgredkiem ;)


Wiecie, jak niewielu ma takie szczęście w nieszczęściu jak moja babcia, że w całej tej zasranej chorobie jest ktoś, kto opiekuje się Nią przez 24h na dobę z sercem i oddaniem. Z drugiej strony kocham moją Emcię i Wandziulka (siostrzenicą i córeczkę Kuzynki) i nie wyobrażam sobie, żeby coś złego mogło im się stać, więc uważam, że obydwa tegoroczne cel WOŚPu są naprawdę warte mocnego wsparcia. My będziemy grać koncert 13-go stycznia w Suszcu, niedaleko mojej rodzinnej Pszczyny, więc na pewno będę miała problemu z odnalezieniem wolontariusza z puszką. Was też już dziś namawiam do tego, aby wesprzeć WOŚP.

Ps. Jeśli jeszcze jesteście zdrowi, to nie chwalcie się tym, że Wam choróbsko nie bierze, bo ja dopiero co się wczoraj pochwaliłam, a teraz leżę pod kołdrą z ogromnym katarem... ale obok mnie Molcia i czekamy na tego trzeciego, żeby rodzinka była w komplecie :P Tak więc zdrowia w tym 2013 Wam życzę!


20 gru 2012

Bidet bidetem, ale...

Od ostatniego mojego postu odbyłam jeszcze dwie wycieczki do Wawy. Podczas pierwszej z nich, przypadł mi zaszczyt podróżowania z kolegami z kabaretu "Neonówka", których po tej wycieczce uwielbiam jeszcze bardziej! :) Jeśli kojarzycie skecz "Niebo", w którym Bóg gada do sznura, Święty Piotr polemizuje z Polacy, a Anioł pragnie zmienić historię Polski dla polepszenia kondycji kraju i naszego narodowego mentalu, to wiecie dobrze, że chłopaki zacytowali kawałek Szymona Wydry "Do Nieba Nie Chodzę". Tak się złożyło, że w dniu, w którym wracałam z Neonówkami do Wro, miałam próbę do Jubileuszu XX-lecia Polsatu, na której Szymon też był obecny, a ponieważ jest dla mnie zawsze bardzo serdeczny, a z natury jest osobą pomocną, poprosiłam go, żeby podwiózł mnie po próbie pod gmach Telewizji Polskiej, gdzie umówiłam się z ekipą. Gdy podjechaliśmy pod samochód, w którym mój ukochany kabaret już czekał na podróż i otworzyłam drzwi mówiąc, że mam dla Nich niespodziankę, a wtedy zobaczyli Szymona, to wszyscy obecni dosłownie powypadali z tego auta :) To była bardzo zabawna sytuacja i tak sobie myślę teraz, że gdyby ktoś miał spięcie dupska, to mogłoby nie być przyjemnie, bo jak by nie było, szydera to szydera. Ale dzięki Bogu ;) mam sławnych kolegów
z dystansem do siebie i otoczenia i nikt mnie nie chciał ukatrupić :P
Kilka dni temu znów musiałam jechać do Wawy, ale tym razem już z Bartim. Molcia została u Babci (to aktualny status Teściowej ;)) a my zaliczyliśmy bardzo udany pokaz najnowszej kolekcji Dawida Wolińskiego i koncert dla Polsatu, podczas którego wraz z innymi uczestnikami Idola zaśpiewałam "Beat It" Michaela Jacksona. Cieszę się, że mogłam po latach porozmawiać z Pauliną Przybysz czy Hanią Stach, które są cudnymi kobietami. Nie było to łatwe zadanie, aby wspólnie wykonać taki trudny utwór, tym bardziej, że wspólne śpiewanie wymaga dużej koncentracji i słuchania siebie nawzajem oraz dostosowania się do grupy. Ale chyba wielkiej tragedii nie było ;)
Beat It - wykonawcy z Idola
Był również dzień Bartka i zakup nowego zestawu blach perkusyjnych, a dziś rano występ z Adrym i Yanazem w DDTvn.
Ale i tak wszystko to przebił mój pierwszy prezent świąteczny :) Amy, która jest już na święta w Izraelu, powiedziała dziś gdy mnie zobaczyła w TV - Ala :) Nie mogę się doczekać, aż usłyszę to na żywo... :)

9 gru 2012

Amy my love / Good Luck Bonnie :)

Kilka dni spędziłam u mojej sisty i jej małej córeczki. Tęskniłam już za nimi przepotwornie, a po tej wizycie... znowu tęsknię i to jeszcze bardziej. Amy tak się zmienia. Podczas jedzenia komentuje potrawy bardziej niż Magda Gessler i jest przy tym jeśli nie sama do zjedzenia, to przynajmniej do zacałowania! :) Ma już swoje ulubione piosenki i zabawki. Jest po prostu cudem! Nie mogę uwierzyć, że to dzieciątko mojej Asi. Dumna jestem z mojej Sisty, która w roli mamy jest najlepsza! Shanti, jej pies, to najmądrzejsze stworzenie na czterech łapach jakie znam. Przypuszczam, że jak Amy zacznie kumać, że piłkę trzeba mu rzucić, albo będą o Nią ze sobą "walczyć", to będą najlepszymi przyjaciółmi na świecie.
A'propos psów, to podjęłam się wczoraj przetransportowania pieska, któremu fundacja Psygarnij znalazła nowy dom we Wro. Szczeniaczek musiał się dostać do nowego domu, więc dzięki czujności mojej koleżanki i negliżowaniu się ze swoich planów na FB, okazało się, że może podróżować pod moją opieką. Sama byłam na doczepkę w samochodzie koleżanek, które wracały z występu z Wawy do Wro, a jeszcze zabrałam ze sobą dodatkową pasażerkę :P Ale nie można się w niej było nie zakochać. Mała okazała się cudna i super mądra, mimo że zlała się chyba ze sto razy w nowym mieszkaniu mojej siostry (bałam się, że mnie szwagier zabije, ale wziął mopa i działał ;)). W podróży spisała się świetnie (większość czasu spała), bo wcześniej się wybawiłyśmy za wsze czasy. Molka, gdy ją zobaczyła u nas w domu, bo była tu z nami chwilę zanim odwieźliśmy ją do jej nowych właścicieli, była super gościnna, choć trochę zazdrosna i ogromnie zdziwiona obecnością suni również :) Mała od wczoraj nazywa się Bonny. Good Luck Bonnie! :)


 Mam nadzieję, że nowi właściciele będą się o nią troszczyć jak należy i wyrośnie na zdrowego, mądrego i szczęśliwego psiaka :) Miała ciężki początek na tym świecie. Wiem tylko, że została znaleziona w jakimś pudle i widać było, że momentami potwornie się boi ludzi. Jeśli ktoś umiał skrzywdzić takie małe stworzonko to jest bydlakiem!
Ktoś stwierdził, że Merylin Monroe uważała, że najlepszymi przyjaciółmi kobiet są diamenty temu, że nie miała psa. Bardzo mi się to spodobało. Dla mnie Molka jest najlepszą kumpelką (z całym szacunkiem i ogromną sympatią do wszystkich moich koleżanek ;)) :P Chwilę temu maltretowała mnie, żebym rzucała jej sznurek, którym się szarpiemy, a teraz zwinięta w kłębuszek zasypia wtulona we mnie na kanapie. A w południe podczas spaceru biegała jak torpeda, przy czym wyglądała mega zabawnie, bo ma tą swoją pikowaną kurtkę z TKMaxx'a z kapturem i kożuszkiem, podszytą polarem w której wygląda bosko! A co najważniejsze, jest jej cieplej podczas PSAcerów. Molkę w swej kreacji jeszcze Wam zaprezentuję ;) A póki co życzę spokojnej nocy...

Ps. Let It Snow ma ponad 27 tys. wyświetleń :)
Ps2. Musiałam usunąć niestety zdjęcia z moimi dziewczynami :(


5 gru 2012

"Let It Snow"


Rozpoczyna się 6.12.2012 czyli Dzień Świętego Mikołaja, a dla mnie to dzień (a w zasadzie jeszcze noc) premiery piosenki i teledysku do "Let It Snow". To kawałek, jaki nagraliśmy w składzie Adry feat. Alicja Janosz, Yanaz (choć może trzeba było napisać Yanosz &Yanaz ;))
Mam nadzieję, że sprawi Wam ta piosenka dzisiaj (i nie tylko dzisiaj) tyle radości ile dała mi od momentu kiedy usłyszałam ją w wersji demo pierwszy raz do tej chwili, w której mogę się nią wreszcie z kimś podzielić :) Nie mogłam się już tego doczekać, bo dla mnie to przebój świąt, choć brzmi nieskromnie :P Ale przynajmniej wśród polskich pieśni świątecznych ;)

Zatem... Zapraszam do posłuchania i obejrzenia naszego Santa Hita "Let It Snow" !!!



Ps. Jeśli Wam się podoba i poślecie to dalej w świat, to niech Wam to Santa Man wynagrodzi! ;)

Info o piosence & klipie:
Adry "Let It Snow" (feat. Alicja Janosz, Yanaz) Official Video

Music composed by Adry
Lyric by Adry

Recorded in Popular Station Studio

Vocal: Adry, Yanaz, Alicja Janosz
Drums: Piotr Kubański
Bass: Paweł Rosiak
Hammond : Marcin Pająk
Piano : Adry
Gitar: Paweł Wróblewski
Violin: Marlena Winiszewska
Choir: Alicja Janosz, Adry
Recorded by Riddim Bandits

Teledysk

Scenariusz : Adry I Aleksandra Sobanska
Rezyseria : Adry

Produkcja: OGfilms
Kamera : Piotr Ograbek
Oświetlenie : Piotr Ograbek
Montaż : Piotr Ograbek I Yanaz
Foto Making of : Krzysztof Lamprycht

FaceBook
www.facebook.com/OGfilms
www.facebook.com/ndkofficial

Na jednej scenie z Imany :)

Trzy dni temu miałam prawdziwy zaszczyt zagrać koncert w ramach "Muzycznej Strefy Radia Ram" w klubie Eter i tym samym być supportem dla rewelacyjnej wokalistki, jaką jest pochodząca z maleńkiej wyspy (która nie zawsze znajduje się na mapach) Imany. Bardzo się stresowałam przed tym graniem, nie powiem... Ale szczegóły lepiej zachowam dla siebie, jak ten stres się objawiał :P Napięcie spotęgowało opóźnienie w próbach, przez co musieliśmy skrócić nasz czas na zainstalowanie się na scenie i nagłośnienie instrumentów do totalnego minimum. Ale ekipa temu podołała na szczęście i mimo sprzężenia na początku koncertu, które dało mi mocno po uszach, wszystko było ok. 
Tutaj kilka fotek, które zrobił podczas mojego koncertu z moim super zespołem Sławek Przerwa. 







A tutaj na tej samej scenie (też okiem Sławka) Imany :)




W ramach relacji powiem Wam jeszcze, że graliśmy dla tysiąca osób i ku mojej radości, mimo oczekiwania na Imany, publiczność wywołała nas na bis. Nie gramy wielu koncertów w pełnym składzie (a szkoda), bo częściej zdarza się ostatnio występować akustycznie (choć to też ma swój urok), temu przeżywam to granie do teraz, ale tym ważniejsze ono dla mnie było, że w naszym Wro i na scenie, na której od dawna chciałam wystąpić. W Eterze właśnie odbywają się rewelacyjne koncerty zarówno Polskich jak i zagranicznych artystów. 
Tak więc jeszcze raz, wielkie dzięki wszystkim, którzy byli na tym koncercie i tym, którzy zajęli się jego organizacją (Radio Ram - dzięki za zaufanie! :)) oraz wspaniałym muzykom: Piotkowi Świętoniowskiemu, Bartkowi Miarce, Adamowi Kabacińskiemu i mojemu Bartkowi Niebieleckiemu (żeby nie było, że bez nazwiska, choć dziwnie tak o swoim mężu :)). Dzięki również dla Maćka Prokopowicza za nagłośnienie nas i Marka Czarnika za zrobienie pięknych świateł w trakcie koncertu. Na koniec bardzo chcę podziękować gościom, którzy pojawili się niedawno w moim życiu, a podczas koncertu na scenie, robiąc super pozytywne zamieszanie (i w jednym i drugim! :)) Adry & Yanaz - jesteście wielcy! :) A już dziś w nocy spowodujemy, że Santa Mafia (a raczej muzyczna opowieść o niej) zaatakuje całą sieć! I na moim blogi też będziecie mogli się o tym przekonać :) Ale to za moment...